Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gań, które aż ordynat musiał łagodzić, ironiczna dama rzekła z emfazą, ale trafnie:
— Więc teraz Bodzio zostanie pasorzytem Głębowicz — prawda?... Będzie puszczał pieniążki ordynata i bąki zbijał. Voila! to jest par excellence odpowiednie stanowisko dla Michorowskiego z Czerczyna.
Ordynat, dotknięty niemile, ściągnął brwi, lecz zanim przemówił, zerwał się Bohdan czerwony, wściekły, i rzucił przez zęby:
— Nie Michorowski z Czerczyna, ale Michorowski hołysz, z bruku nicejskiego, na który cisnęły mię... hojne paluszki mamy i chytra łapa Wiktora. Widzieliście, że ginę, ale gdy umyślnie zażądałem nie setek, lecz nawet tysięcy rubli, toście mi je przysyłali bez protestu. To spisek! Chcieliście, bym wybrał swoje i bodaj zdechł! Reszta was nie obchodziła. Byle „Vittoro“ uwolnił się od lokatora na czerczyńskiej hipotece. I zdychałem! Długi mię napierały. Pożyczałem 200 rubli, wydając weksel na 400 i więcej. Zacząłem grać.... Lazłem w błoto! A ten, kto mię wyratował, zbiera owoce, waszą ręką posiane. Może mię wyrzucić za próg, ale jego nie zrujnuję, bo mam dla niego szacunek. Dla was — nie! Pasorzytem nie będę.
Zakręcił się na pięcie, wyszedł i trzasnął drzwiami.
Pani Kornelja zemdlała, potem dostała spazmów, oraz serdecznego płaczu i tego samego dnia odjechała z Głembowicz.
Bodzio natychmiast ożywił się. Wieczorem miał długą rozmowę z ordynatem, na drugi dzień był przedstawiony administracji Głębowickiej, jako nowy praktykant. Cieszył się ze swej godności, lecz długo targował z ordynatem o pensję, dowodząc, że powinien dostać więcej pieniędzy, choćby dlatego, że... wyrzekł się bandytyzmu.




XXI.

Uczucia, które Lucia żywiła dla ordynata, nie osłabły przez ciąg rozstania z nim; raczej się wzmogły. Dziewczyna przebywała w Słodkowcach długie, więzienne godziny utarczek wewnętrznych. Jej młoda dusza grzęzła w wonnem kwieciu marzeń, lecz nie upijała się ich czarem, widząc zawsze na dnie smutną prawdę. Jej tęsknota za szczęściem szła przez moczary, dążąc do pochwycenia błędnego ognika chwilowej utopji. I marła pod siłą