Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Przesilenie minęło. Ocalony!
Lucia nie zrozumiała, czy to wyrok, czy łaska. Umysł jej stępiał. Mrugała powiekami.
Jeden z lekarzy wziął jej rękę.
— Baronówno, przytomności trochę. Zło przeszło. Spokoju.
— Stefciu... zo... staniesz — spytał chory zasypiając.
Rzuciła się na kolana przed łóżkiem, całując jego ręce:
— Zostanę... nazawsze! — jęknęła.




XIV.

Przyjście do przytomności nastąpiło prędko. Przez parę dni po przesileniu ordynat jeszcze chwilami majaczył, rozmawiał ze zmarłą Stefcią w osobie Luci, tulił ją do siebie. Ale chwilami marszczył się, patrząc na nią, nawet raz odepchnął ją brutalnie. A gdy ona, nie rozumiejąc, przemówiła do niego łagodnie, prawie pokornie, i zapytała, czemu ją odpycha, odpowiedział szorstko:
— Jesteś podobną do Luci! Nie chcę cię taką; bądź sobą!
Dziewczynie łzy gorzkie bezwiednie spadły z oczu. Zanim je otarła, on je zobaczył. Wzruszył się. Wyciągnął do niej ręce.
— Ale ja cię kocham... Stefciu moja... Tylko... czemuś ty taka do Luci podobna?...
Resztki maligny walczyły w nim z przytomnością, wywołując wizje męczące i opóźniając rekonwalescencję. Lucia prawie go nie odstępowała, ale jednocześnie pragnęła zupełnej przytomności Waldemara, a zarazem jej się obawiała. Chory zżył się z gorączkową pewnością, że jest z narzeczoną; rzeczywistość mogła mu zaszkodzić. Lucia siedziała tuż przy nim tylko w czasie jego snu; gdy się budził, trzymała się zdaleka. Kiedy ją wołał imieniem Stefci zakrywała twarz rękoma i klękając przy łóżku, odpowiadała mu szeptem, bojąc się własnego głosu.
Gdy w pewnej chwili Waldemar pieścił się jej włosami, i spytał, czemu się nie czesze jak dawniej, Lucia natychmiast ułożyła włosy tak, jak nosiła Stefcia. Ale to wszystko mogło tylko pogorszyć jego przebudzenie.
Nastąpiło ono wkrótce.