Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech pan nas nie opuszcza.. Pan zna Edwarda. Tu trzeba rozumu, taktu, a Edward taki zrozpaczony... — dodała, jakby usprawiedliwiając męża.
Ordynat został i nauczył hrabiego, jak ma się zachowywać wobec tłumu. Tłómaczył długo, doradzał i w końcu zdołał przekonać, że strzelać do ludzi nie można.
Strajkujących wezwano do wielkiej sieni pałacowej. Wchodzili głośno z ostrym tupotem butów, z hardo podniesionemi głowami. Pluli i porządkowali nosy z hałasem, nie oszczędzając błyszczącej posadzki. Wygalonowany kamerdyner patrzał na nich przez uchylone drzwi. Bał się min wyzywających tych ludzi.
Gdy już się wszyscy zebrali, wyszedł do nich Trestka, wypchnięty prawie przemocą. Ordynat nie pokazywał się.
Hrabia stanął na progu, osowiałym wzrokiem spojrzał i... spadły mu binokle. Wolno zaczął je przecierać chusteczką, ale ręce mu drżały. Szkła znowu opadły, huśtając się na sznurku. Zaczął je łapać gorączkowo. W ciżbie zaszemrały ciche śmiechy i szepty.
— Sapristi, — zaklął Trestka.
Z gniewem chwycił binokle, nałożył je, i zakładając ręce na plecy, wystąpił śmiało naprzód. Podniósł wysoko głowę.
— No?... — zawołał z dumną miną.
Odpowiedziało mu milczenie.
— No?! — powtórzył głośniej.
Cisza. Tłum zakołysał się, szmer się wzmógł, zaskrzypiały buty, i cała gromada posunęła się naprzód nagłym ruchem.
Hrabia cofnął się gwałtownie w tył. Wyraźny przestrach wypełznął mu na twarz.
— No!... no!... cóż to?... Oniemieliście?!
Jakiś chłop barczysty zawołał przepitym głosem:
— Niech nam pan hrabia podwyższy pensję i ordynarję. My tego chcema.
Trestka się zaperzył.
— Ja wam będę płacić za to, żeście mnie spalili? Zwarjowałeś jeden z drugim.
— To nietylko my spalili, bo i wieś. Nie trza było z nimi zaczynać; wypasy od dziada, pradziada należały do nich — odezwał się ktoś z gromady.
Trestce znowu spadły binokle, osadził je mocniej i wybuchnął: