Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Bohdan pobladł straszliwie. Zrobiło mu się ciemno w oczach. Spadł na niego cios niespodziewany, bolesny, pierwszy w życiu, i ogłuszył do chwilowego zaniku myśli.
Gdy się ocknął, Brochwicza już nie było.
Zdrój krwi gorącej buchnął do mózgu Bohdana. Obrażona duma zażądała odwetu.
Bodzio wyszedł z Louwru z gotowem postanowieniem.
Cierpliwie znosił obelgi dla miłości Luci, lecz już nawet dla niej poświęcenie okazało się zbyt hańbiącem.
Szedł do swego mieszkania uspokojony, prawie wesół. Przypomniał sobie pierwszy pojedynek w Warszawie, i to go znowu rozdraźniło.
— Jaka różnica między tamtym a tym, który nastąpi! — myślał.
Żałował Luci i z nią razem życia. Bardzo jasno i wyraźnie odczuł teraz głęboką miłość dla niej, i cześć, i uwielbienie i współczucie nad jej losem nieszczęsnym.
— Co się z nią stanie? — pytał siebie Bodzio.
Pojedynek zmalał wobec tego pytania, które pochłaniało całą istotę młodzieńca.
— Co się stanie z Lucią?
I bez odpowiedzi, mogącej go uspokoić, Bohdan męczył się całą noc.




XLVIII.

Brochwicz chciał wyrwać z siebie tę prawdę okrutną, którą mu rzucił Michorowski. Lecz nie mógł. Gorzka wstrętna prawda rozrosła się w jego duszy i unicestwiała ją. Następowały myśli bardzo trzeźwe i bardzo bolesne.
— Bohdan ma słuszność! Ona by mnie znienawidziła. Ona mną gardzi, tamtego ceni jako swego wybawiciela. Bohdan postąpił z Lucią uczciwie, tylko ja chciałem ją poświęcić dla własnego egoizmu.
Jerzy poczuł w duszy ciężar, niebywały dotychczas. Wątpliwość co do siebie rosła; szacunek dla Luci i Bohdana wykwitł nagle i potężnie. Hrabia myślał i walczył z sobą. Odbył spowiedź przed własną duszą, najtajniejszą myśl swoją wydobył z ukrycia i przyjrzał się jej w świetle trzeźwej analizy. Zbadał