Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Księżna, z pomocą hrabiny Rity, zajęła się wyprawą Luci, ona sama do niczego nie chciała się bowiem wtrącać.
Do ślubu pozostało tylko kilka dni ostatnich.
Lucia zachowywała się tak, jakby ją miano żywcem zamurować. Jej niepokój, jej lęk okrutny dosięgnął największego napięcia. Lucia była prawie niepoczytalną i trawioną przez gorączkę. Myślała o chwili ślubu, jak suchotnica o śmierci przewidzianej niemal co do godziny. Czuła, że ginie, i czuła, że od niej samej zależy ocalenie własne, ale śmiech nieludzki, jakiś śmiech targający nerwy wybuchał z jej piersi i tłumił akcję ratunkową. Przeraźliwie jasno widziała swój grób otwarty i zbliżała się doń z całą świadomością, ale zarazem z szarpaniną wewnętrzną, która pozornie wydawała się brakiem przytomności i lekceważeniem.
Gdy pewnego dnia Brochwicz ujrzał ją w podnieceniu niebywale draźliwem, zląkł się. Po raz pierwszy od czasu zaręczyn zadał sobie pytanie, co on robi.
Upiór nieszczęścia ukazał mu się groźny, szyderczy i bezlitośny. Jerzy ścierpł. Sumienie i etyka wzburzyły całą jego istotę, ale zamknąć tej ciemnej pieczary złej przyszłości, usunąć jej — nie miał sił. Grzązł i pociągał Lucię nieszczęsną, będącą jak w agonji.
Brochwicz odszedł zraniony moralnie, Lucia zaś powróciła do swego półżycia, wkraczającego w newrozę.
Siedziała w buduarze skurczona, z głową wtuloną w poręcz wysokiego fotela. Oczy smutne, o niezmierzonej głębinie, wpatrywały się w wysokie szyby okien, poza któremi jaśniał dzień styczniowy, kipiało wrzątkiem bujne życie Paryża. I oto nagle spadło na Lucię jasne przeczucie. Ujrzała w przestrzeni gienjalną moc swych przeznaczeń, dalekich od otwartego grobu, skąd wiało na nią pustką i chłodem. Ukazanie się tej zjawy niespodziewanej było silne i plastyczne; wrażenie olbrzymie.
Mara, gniotąca ją niemiłosiernie, zginęła na sekundę, oślepiona piorunowym gzygzakiem objawienia cudownego, co w glorję swą potężną porwało umysł Luci.
W tem ona zamarła ze zdumienia, podniosła się szybko.
Naprzeciw niej, w drzwiach, stał Bohdan Michorowski.
Poważny, spokojny, inny niż zwykle.
W oczach miał stanowczość, usta lekko uśmiechnięte, pewne siebie.
Tchnął zuchwałością i dziwną siłą.