Strona:Hektor Malot - Bez rodziny.pdf/39

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   33   —

    — Czynię to w tym celu, abyś wyglądał inaczej jak inni. Jesteśmy we Francji, ubieram cię po włosku. Jeżeli udamy się do Włoch, co jest możliwem, to ubiorę cię po francusku.
    Mówiąc to, przewiązał Witalis na krzyż czerwone sznurowadła na pończochach wzdłuż moich nóg aż do kolan. Mój kapelusz przybrał też innemi wstążkami i przypiął do niego bukiet sztucznych kwiatów.
    Nie wiem, o ile podobałbym się innym w tem ubraniu. Co do mnie, to wyznam szczerze, że uważałem, iż wyglądam wspaniale. To samo musiał myśleć mój przyjaciel Kapi, bo długo mi się bacznie przyglądał, a potem podał mi swą łapkę z miną zadowoloną.
    — Teraz, kiedy twoja tualeta skończona, — rzekł Witalis, — trzeba się nam zabrać do roboty. Jutro w dniu targowym musimy dać wielkie przedstawienie, w którem ty będziesz debiutował.
    Zapytałem, co to znaczy debiutować. — Witalis objaśnił mnie, że to znaczy wystąpić po raz pierwszy przed publicznością, odgrywając jaką rolę w sztuce.
    — Jutro dajemy tu nasze pierwsze przedstawienie — mówił Witalis — i ty w niem będziesz brał udział. Musisz zatem odegrać na próbę rolę, jaką ci wyznaczam.
    Patrzałem na niego ze zdziwieniem, nie rozumiejąc, o co chodzi.
    — Nie wziąłem cię na to ze sobą, — mówił Witalis, — abyś miał przyjemność spacerowania ze mną, lecz na to, abyś pracował, a praca twoja polegać będzie na odgrywaniu komedyjki wraz z memi psami i z Żolisiem.
    — Ale ja nie umiem grać komedyjki, — zawołałem z przestrachem.
    — Dlatego właśnie musisz się tego nauczyć. — Nie myśl, że Kapi chodził odrazu tak zgrabnie na dwóch tylnych łapkach, a Psinka, nie dla swej przyjemności tańczy na linie. — Sztuka, którą będziemy przedstawiali, nosi tytuł: „Służący pana Żolisia“; a treść jej następująca: Pan Żoliś miał do tego czasu służącego, z któ-