Strona:Hektor Malot - Bez rodziny.pdf/30

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   24   —

    przyszedłszy na wieczerzę, zastanie nową ugotowaną jarzynę. Przynajmniej raz inna potrawa, a nie wciąż tylko kartofle. Nawet braku „graniastej“ nie uczuje wtedy tak bardzo matka Barberin. I to ja będę wynalazcą tej nowej potrawy, ja, mały Remi.
    Klęcząc na ziemi, wsparty na obu dłoniach, schylony nad memi bulwami, posłyszałem, że Barberin woła na mnie zniecierpliwionym głosem.
    Spiesznie pobiegłem do domu.
    Okropnem było moje zdziwienie, gdy wchodząc do izby, zastałem w niej Witalisa z jego psami.
    Natychmiast zrozumiałem, dlaczego Barberin wysłał żonę z domu.
    Czując, że ani litości, ani pomocy nie mogę oczekiwać od Barberina, podbiegłem do Witalisa.
    — O! panie, — zawołałem, — nie zabieraj mnie od mojej mamy.
    Wybuchnąłem gwałtownem łkaniem.
    — Mój chłopcze, — rzekł Witalis do mnie łagodnie, — nie będzie ci źle u mnie; ja dzieci nie biję i wesoło będzie ci w towarzystwie moich uczniów, którzy są bardzo zabawni. Czegoż tu żałujesz?
    — Matki Barberin!
    — W żadnym razie tu nie pozostaniesz, — rzekł Barberin, chwytając mnie mocno za ucho; — albo pójdziesz z tym panem, lub do domu podrzutków. Wybieraj!
    — Chcę zostać przy matce Barberin.
    — Nudzisz mnie, — zawołał Barberin, który wpadł w wielką wściekłość, — wygnam cię stąd kijami. Precz!
    — To dziecko żałuje matki Barberin, — rzekł Witalis, — nie trzeba go bić za to, to dowodzi, że ma on dobre serce. A teraz załatwmy naszą sprawę. Mówiąc to, Witalis położył na stole osiem sztuk pięciofrankowych, które Barberin zgarnął i włożył do kieszeni.
    — A gdzie rzeczy chłopca? — zapytał Witalis.