Strona:Hektor Malot - Bez rodziny.pdf/22

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   16   —

    Szczęściem powrócił później, niż zapowiedział, a tymczasem sen skleił wreszcie me powieki.

    III.
    Wędrowna trupa synjora Witalisa.

    Całą noc spałem pod wrażeniem zmartwienia i lęku. Ledwie nazajutrz zrana się zbudziłem, obmacałem wpierw moje łóżeczko i rozejrzałem się naokół, aby przekonać się, czy mnie czasem do przytułku nie wyniesiono.
    Przez cały ranek Barberin nie odzywał się do mnie wcale i sądziłem już, że odstąpił od swego zamiaru oddania mnie do przytułku. Zapewne matka Barberin z nim się rozmówiła i nakłoniła go do zatrzymania mnie.
    Lecz gdy nadeszło południe, Barberin kazał mi wziąć czapkę i iść za nim.
    Przestraszony spojrzałem na matkę, ale ta dała mi ukradkiem znak, bym był posłusznym i nie obawiał się niczego.
    Nic więc nie odrzekłszy, postępowałem za Barberinem drogą, wiodącą do wsi.
    Szliśmy blisko godzinę, a w tym czasie Barberin nie przemówił do mnie ani słowa. — Wreszcie weszliśmy do wiejskiej kawiarni. Odetchnąłem swobodniej, bo kawiarnia nie wydawała mi się miejscem niebezpiecznem.
    Barberin zasiadł przy stole wraz z właścicielem kawiarni, ja zaś wsunąłem się w kącik przy kominku i rozejrzałem się naokół.
    Naprzeciw mnie, także w kącie, siedział wysoki starzec z białą brodą, ubrany dziwacznie. — Nigdy w życiu nie widziałem osoby żyjącej w pozie tak nieruchomej; starzec podobnym był do figur świętych, wyciosanych z drzewa w naszym kościele.
    Pod jego krzesłem usadowiły się trzy psy, — biały pudel, czarna suczka i jedna maleńka, bura psina o spry-