Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


go przeprowadzi. Wtedy rzekł po chwili, że niema zupełnie czasu na coś podobnego. Ale ja wiedziałem już, że jestem górą, gdyż zapytał mnie, czy mogę tak w przybliżeniu podać mu jakim jest mój plan. — —
Uczyniłem to. Wygłosiłem przed nim niesłychany nonsens, o którym przed chwilą nie miałem jeszcze najmniejszego pojęcia, i dotąd nie zdaję sobie sprawy skąd mi wtedy ta myśl nagle przyszła do głowy. Powiedziałem mu, że pośród wszystkich godzin tygodnia, jest tylko jedna wywierająca niezwykły tajemniczy wpływ. Jest to godzina w której Chrystus opuścił Swój grób, by zstąpić do piekieł; szósta godzina ostatniego dnia żydowskiego tygodnia. Może sobie nawet przypomina, że właśnie o tej godzinie, w piątek między piątą a szóstą, wydarzyły się wszystkie te trzy samobójstwa. Więcej teraz o tem powiedzieć mu nie mogę, lecz odsyłam go do Apokalipsy św. Jana.
Komisarz zrobił minę, jakby coś z tego zrozumiał, pomyślał chwilę i zaprosił mnie do biura swego na wieczór. Zjawiłem się punktualnie; przed nim na biurku leżał Nowy Testament. W między czasie i ja przestudyowałem to samo, co i on; przeczytałem Apokalipsę, nie zrozumiawszy z niej ani jednego zdania. Być może jednak, że komisarz był inteligentniejszym odemnie, w każdym razie oświadczył mi krótko, że mimo skąpstwa mych wyjaśnień, zdaje się pojął bieg mego rozumuwania. A także, że gotów jest spełnić me życzenie, oraz popierać je w każdym kierunku.
Przyznać muszę, że rzeczywiście pomagał mi bardzo we wszystkiem. Omówił moje zainstalowanie się w hoteliku z gospodynią, skutkiem czego — podczas mego pobytu tamże wszystko miałem bezpłatnie. Dał mi wyśmienity rewolwer i gwizdek policyjny, a pełniący służbę policyanci,