Strona:Hanns Heinz Ewers - Opętani.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiedział, co czynili. Książętami i cesarzami byli oni, ale Hong-Dok był snycerzem, jak jego ojciec, dziadek i pradziadek. Gdyż ci z pod czarnej flagi pozostawili dom, ale nic pozatem i władcy stali się tak żebraczo ubodzy, jak najostateczniejszy z ich poddanych. Tak niszczał stary dom pośród czerwono kwitnących słazów. Aż go znów olśnił nowy nowy blask, gdy przyszli Francuzi. Gdyż ojciec Hong-Doka nie zapomniał dziejów swego kraju, jak to czynią wszyscy ci, którzy, powinni mieć poddanych. A gdy biali osiedli siłą w tym kraju, on był pierwszym, który ich pozdrowił nad Czerwoną Rzeką. Wyświadczył Francuzom niebywałe usługi i w nagrodę za to dano mu ziemię i bydło, pozwolono pobierać cło i uczyniono go rodzajem cywilnego prefekta miasta. Było to ostatnie male szczęście prastarego domu — dziś leży on w gruzach, tak, jak jego otoczenie. Legioniści zburzyli go i nie pozostawili kamienia na kamieniu; pomścili na nim śmierć kadeta marynarki, gdy uciekł im jego zabójca.
Hong-Dok, dobry przyjacielu, ten był jego mordercą. Oto jego podobizna. —
Stary podał mi znów inny liczman. Było na niej po jednej stronie łacińskiemi literami nazwisko Hong-Doka, po drugiej Wizerunek tubylca wyższej sfery w krajowym stroju. Ale wykonanie było pobieżne i niedokładne, nieporównanie niżej stojące od rzeźb innych liczmanów.
Edgard Widerhold czytał z mej twarzy. — To nic nie warte, ta marka, jedyna wśród wszystkich. Ciekawe, tak jakby Hoeg-Dok pogardzał nią i najmniej zajęcia poświęcił swojej własnej osobie. Ale popatrz pan na to mało arcydzieło.
Podsunął mi szponem swego wskazującego palca inną markę. Był na niej wizerunek młodej kobiety, która i podług naszych wymogów była piękną; stała ona przed