Strona:Gusła.djvu/67

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    JURGOWSKA KARCZMA


    Raczej zawróć, raczej nadłóż parę staj,
    Choćby ziąb cię spalił, wiatr oślepił —
    Przed tą karczmą nie zatrzymuj sań:
    Nie pij, moja miła, nie pij...

    Tam z kieliszków wyskakuje siny bies,
    Czuły tenor, bies rozanielony.
    Stuknie w szkło — już w kieliszku pełno łez,
    A on płacze, coraz wyższe bierze tony...

    Stuknie w szkło, weźmie cis, wstrzyma czas
    I z wieczności — sama wiesz najlepiej —
    Będzie łkał: jeszcze jeden do mnie raz,
    Przepij, moja luba, przepij.

    Brzękną szkła... patrzysz w krąg — tenor zczezł,
    Ton ostatni jeszcz[1] słania się po stole,
    A z kieliszka drugi bies, rudy bies,
    Wyjrzał tępy — czarną bruzdę ma na czole.

    Wlepił wzrok: w mózgu myśl, ostra kra —
    Tęskny gzygzak tnie ci czoło między brwiami...
    Stuknął w szkło — już w kieliszku jestem — JA!
    Nie pij czasem, nie daj się omamić!

    — Tyżeś to, miły mój? — Brzękną szkła —
    Pękną ściany, dach dwupoły się rozłamie,

    1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – jeszcze.