Strona:Gusła.djvu/30

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    JESIEŃ NA MOGIŁACH WIOSENNYCH


    To nic, że piasek powieki rozwarł,
    Ziarnami w usta, w uszy się wwiercił —
    Przez ziemię głuchą, przez wieko śmierci,
    Miasta miłego słyszymy rozgwar.

    Jakże go trudno z pod czaszki wygnać,
    Wrzawą po żyłach przebiega w tętna,
    Płynie powietrzem, napełnia cmentarz,
    Pod ziemią dzwoni, brzęczy jak sygnał.

    Tupot stóp ciągły w mogiły wsiąka,
    Tupot nad nami dotąd nie zamilkł.
    Mierzą nas w marszu, mierzą krokami,
    Wkoło stóp tysiąc po nas się błąka.

    Wiatr liście uschłe, wiatr próchna niesie,
    Deszcz szary tłucze w wieńce blaszane,
    Omywa szary cmentarny kamień.
    Listopadowa wlecze się jesień...

    Idą nad nami zmieszani z tłumem,
    Krok takt wybija, takt w trumny stuka.
    Wiatr krzyże schylił, deszcz wstęgi spłókał,
    We mgłach nad nami jak kasztan szumi.

    Barwną konnicą, szarą piechotą,
    Ciągną nad nami w poranki słotne —