Strona:Gusła.djvu/08

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    WAGARY


    Patrzaj, przyjacielu, staw się kołysze
    Na wiosnę tak gwałtownie, jesienią smutniej, ciszej.
    Przyszło tu dużo chłopców i odwiązało łódkę —
    Żebym to ja tak łatwo przepłynąć mógł po smutku.
    W tym białym, ciasnym domu chodzą różni panowie.
    Rysują coś na tablicach, mówią słowo po słowie.
    W mądrości swej okrutnej nie spojrzą nawet w okno,
    Jak drzewa potargane pod srebrnym deszczem mokną.
    Tak ich to mało wzrusza i tak im wszystko jedno,
    Czy liście są zielone, czy oczy smutkiem więdną.
    Ja nigdy ich nie pojmę i chyba nie zrozumiem,
    A oni mnie — to trudno — za mało widać umiem.
    O, patrzaj, przyjacielu, przez ciężkich chmur szeregi
    Nalewa mnie radością słońce po same brzegi.