Strona:Gomulickiego Wiktora wiersze. Zbiór nowy.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bałwochwalcze im najpierw stawiają ołtarze,
Potem je nieczułości piorunem druzgoczą.

Szaleni — i nieszczęśni!... Lecz ty wiesz, Mozarcie,
Ile potęgi szczytnej to szaleństwo mieści;
Pieśń twa, to wrzącej duszy z zimną ziemią starcie,
Wulkan kwiatów i lawy, szału i boleści.

Nie tylko pośród kwieciem strojnego łożyska
Nieśmiertelnej poezyi płynie strumień złoty —
Ach! obficiej on jeszcze i wyżej wytryska
Z wieczystego łaknienia, z wieczystej tęsknoty..



Z ŁĄK.

Zachód ziemię krwawo plami,
Z łąk przejrzysta wstaje mgła..
Gdzieś daleko, nad łąkami,
Róg pasterski tęsknie gra.
Jego nuta boleściwa
Po kimś płacze, kogoś wzywa.

Ach ty głosie! czemu, czemu
Tak wśród pustych dźwięczysz pól,
Jakbyś tylko mnie jednemu
Niósł tęsknotę, żal i ból?
Jakbyś tylko mnie, jak brata,
Wywoływał z tego świata?