Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żeś przyszedł! — w przeciwnym razie galopowalibyśmy dalej, niewiedzieć gdzie, w dal nieznaną przez noże i skorupy! Czy odnalazłeś go wreszcie?
WANN. Istotnie!
HELLRIEGEL (tryler na okarynie). Gdzieś go wiec znalazł?
WANN. Za zwałem śnieżnym znalazłem go. Był zmęczony. Mówił, że dźwiga za wielki ciężar pracy. Musiałem go długo przekonywać. (Patrząc na Pippę) A teraz widzi mi się, że mię nie zrozumiał!
HELLRIEGEL (tryler na okarynie). A czy przynajmniej przyjdzie?
WANN. Nie widziałeś go? tuż przedemną przecież weszedł!
HELLRIEGEL. Wprawdzie niczego nie widziałem, ale czułem coś, w tej chwili właśnie, kiedy stary ten głupi, nieznany okrzyk wydał, coś, co jeszcze teraz w kościach mi chrzuści.
WANN. Czy słyszysz na dworze, tłukące się jeszcze echo?
HELLRIEGEL. (zbliża się z ciekawością do Huhna). Słusznie! to stare kopyto końskie już nie tupie. Musze się przyznać, że spadł mi kamień z serca, że przecież w końcu ten stary hipopotam najzupełniej jest bezpiecznym. — Powiedz, ty prawdopodobnie stos pacierzowy mu przetrąciłeś? Wprawdzie nie było to może i koniecznem, chociaż to w możliwy sposób nas uratowało.
WANN. Tak, Michał, jeśli jesteś uratowanym, to można to było ciężej w inny sposób uskutecznić.
HELLRIEGEL. Bogu dzięki, tak, czuję, wyłabudaliś-