Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HELLRIEGEL. Teraz, tak bezszelestnie się opuściłem
I poprzez ogrody łódź ma cicho sunie.
WANN. Ogrodami zwiesz to wszystko, co widzisz?

HELLRIEGEL. Tak, tylko z kamienia.
W niebieskich falach kwiaty lśnią marmurowe
A białe słupy drżą w toni smaragdowej.

WANN. Sterniku stanij — a ty gdzie jesteś, powiedz!

HELLRIEGEL. Na progach moje stopy i na kobiercach
A sala z korali przyjmuje mnie cicho
Zaś w złotą bramę teraz po trzykroć pukam!

WANN. A jakie na młotku odczytujesz słowa?
HELLRIEGEL. Montes chrysocreos fecerunt nos dominos!
WANN. A co się dzieje skoro odgłos stuku zmilknie?
(Michał Hellriegel nie odpowiada i zaczyna coraz więcej jęczeć.)
PIPPA. Zbudź go, ach zbudź, dobry, stary, mądry człecze!

WANN (Wyjmując Michałowi z rąk okręcik):
Dosyć! w zgubioną chatę na nowo wróć,
Do tych wygnańców zawianych śnieżycą,
Podróży złoty strząśnij z siebie czar!
W pierś naszą czekaniem osłabłą już tak.

(Michał Hellriegel przebudza się, ogląda się przerażony naokoło, starając się opanować.)
HELLRIEGEL. Halo! — czemuż to ten stary, dyabelski, mrukliwy wół Huhn przed furtą stoi, grozi i zastępuje mi drogę? Pippa! włóżże przecie złoty klucz w bramę! wymknę się bocznemi drzwiami! — Co? — Pippa! — Do kata! nie! gdzie ja właściwie jestem? — Daruj, stary! nie trzeba kląć, jeśli się coś