Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przegrywają, Pippo, a więc wyraźnie — twój ojciec nie żyje.
PIPPA. (śmiejąc się raczej niż płacząc tuli się do piersi Michała). A więc nie mani już nikogo na świecie! nikogo, prócz ciebie!
HELLRIEGEL. To też już dosyć, Pippo! zaprzedaję się tobie duszą i ciałem! od stóp do głowy, jak stoję! a teraz hop, hop, w świat daleki!
PIPPA. Weźmiesz mię ze sobą, nie opuścisz mię?
HELLRIEGEL. Ja ciebie, opuścić? nie wziąć cię ze sobą?... teraz ja ciebie poprowadzę, zdaj się mi teraz zupełnie! kamienie z pod stóp twoich usunę! — Słuchaj jak jęczy szkło po górach świerkowych! Słyszysz? długie szyszki dzwonią. Świt już niedaleko, tylko straszny mróz! Owinę cię, zaniosę! jedno drugie rozgrzewać będzie, nieprawda? i aż się zdziwisz, jak prędko uciekniemy. Brzask się już sączy powoli! popatrz na moje palce: trochę już słońca na nich. Można je jeść! musi się je spić, powstrzymać siebie i krwi swojej nie można! — Słyszysz głos ptaków, Pippo?
PIPPA. Tak, Michaś!
HELLRIEGEL Cirp, cirp, to albo mysz, albo trznadel albo też może zawiasy u drzwi! — wszystko się budzi! stary dom aż cały trzeszczy! czasem mam takie jakieś dziwne uczucie: gdy niesłychane zdarzenie się zbliża i cały ocean światła z gorącego złotego dzbana się wylewa.
PIPPA. Michaś, nie słyszysz, ktoś woła?
HELLRIEGEL. Nie, jeden głos tylko słyszę! coś tak, jak kiedy byk na pastwisku ryczy!