Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DYREKTOR. Zresztą i to także tu robimy — ale... ze śniegu!
HELLRIEGEL. Śnieg to nie woda! Ja w świat chcę!
DYREKTOR. No, a tu u nas, nie jesteście w świecie?
HELLRIEGEL. Ja szukam czegoś...
DYREKTOR. Czyście co zgubili?
HELLRIEGEL. Nie! ja myślę, że znajdę coś! —
(Pół-stojąco, ciężko oparty, wielkiemi, zdziwionymi oczami rozgląda się dookoła).
Ja właściwie zupełnie nie wiem, gdzie jestem.
DYREKTOR. Tak, tak się czasem zdarza. Rano niebiosom pieśń słoneczna, wieczór krzyk w ciele każdej kości.
HELLRIEGEL. Czy jest, czy jest się tu już w Czechach, panie gospodarzu?
PIERWSZY ROBOTNIK (śmiejąc się) Jak ci się zdaje? znajdujesz tu choć cośkolwiek czeskiego?
HELLRIEGEL (opadł znowu na beczułkę, ramiona szeroko oparte o ławę piecową rękami przy czole, stara się zasłonić, jęcząc cicho, twarz swoją).
TRZECI ROBOTNIK. Ta ten, jeszcze trzy dni pewno niema, jak go matka odłączyła.
(Pippa stojąc przy stole dyrektora od samego początku nie spuszcza z przybysza oka. Teraz, jakby za jego myślami podążała, siedzi niedaleko miejsca, gdzie głowa jego opadła, ręce opuściwszy na podołek, bezmyślnie huśtając nogami, z oczami ukośnie w niego wbitemi).
DYREKTOR. Ciekawy ananas, Pippa, co? (Ironicznie nucąc) „Koniu Bóg łaskę prawdziwą okazać chce, tego posyła.... i tak dalej. Ten także pewnie śpiewa, jeśli jest w animuszu. Założyłbym się o trzy-