Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czyć pieniądze na ławce koło pieca. Może jeszcze czego potrzeba... miejsca tu dosyć.
PIERWSZY ROBOTNIK. A gdzież to tak późno, chcesz iść jeszcze nadęty braciszku?
DYREKTOR. W miodem i mlekiem płynący kraj!
HELLRIEGEL (Z pokornym ukłonem w stronę robotników, następnie dyrektora) Chciałbym koniecznie dostać się przez grzebień w czeskie.
DYREKTOR. A jakiż twój zawód?
HELLRIEGEL. Hutnictwo szklane.
DRUGI ROBOTNIK. Temu coś zdaje się nie tęgo we łbie! Przy tym mrozie przejść góry i to tu gdzie żadnej drogi, ani zejścia niema? Chyba, że się chce w bałwana śnieżnego zamienić i tam w górze zdechnąć!
WENDE. To już jego rzecz, nic to nas nie obchodzi.
TRZECI ROBOTNIK. Tyś z pewnością nigdy gór szkrabie nie widział? Nie znasz tutejszej zimy!?
HELLRIEGEL (skromnie się przysłuchiwał; teraz wstaje zawiesza powoli swoją czapkę, zdejmuje tobołek i kładzie go wraz z kijem na bok. Następnie siada na wspomnianej beczce z wódki, przestraszony, zaciska zęby i rozgarnia sobie włosy popryskaną ręką).
DYREKTOR. Jeśli wasze papiery w porządku to czemuż właściwie chcecie do Czech? My, tu na Śląsku także robimy szkło.
HELLRIEGEL (nagle ożywiony). Chciałbym się wyuczyć czegoś nadzwyczajnego!
DYREKTOR. Ach! co mówicie! cóżby to było? może w rękach kule z wody wytaczać?
HELLRIEGEL (wzrusza ramionami).