Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DYREKTOR. Nic z tego nie będzie, wy zbóje — czownicy! rozumiecie!
PIERWSZY ROBOTNIK. Przecież pan dyrektor sam chciał!
DYREKTOR. Niechże to dyabli porwą — teraz już nie chcę!
HUHN (podnosi się w całej swojej olbrzymiej okazałołości, z miną wyjścia z poza stołu, przyczem, drgając febrycznie, me spuszcza z oka Pippy)
DYREKTOR. Huhn, siadać!
WENDE (podchodzi natychmiast stanowczo do Huhna i chwyta go za ramię). Siadać! Żadnych breweryi! — Jeszcze mi zawalicie podłogę. (Do grającego na okarynie) Przestań mi już raz z tem przeklętem piszczeniem! (Huhn nieruchomo tkwi poza stołem, bezmyślnie się gapiąc. Okaryna milknie).
(Przy stole grających skończono właśnie partyę. Tagliazoni zgarnia kupkę złota. Malarz Anton podnosi się nagle i uderza w stół pięścią tak, że pieniądze z niego zlatują, tocząc się po podłodze).
ANTON. Tu jest miedzy nami jeden, który oszukuje!!
TAGLIAZONI. Kto?“ co? co? dica! Kto?
ANTON. Ja nie mówię kto! tylko jeden!! Tu nie ma się z czystemi sprawami do czynienia.
PIERWSZY ROBOTNIK. No tak, kto gra z Włochem, ten musi się strzedz dobrze przed czarnemi sztukami.
SCHÄDLER. Gdzie moje pieniądze, brakuje mi cała kupa pieniędzy.
PIERWSZY ROBOTNIK. Popatrzcieno zaraz, bo on tu wam w jednej chwili zgasi lampę. Z pewnością ma czarodziejski sznurek w łapie!