Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DYREKTOR (swobodnie podnosząc się) Stal mordę, niech śpi — włoski łotrze!
TAGLIAZONI Pippa!
DYREKTOR. Schowaj pieniądze wagabundo i nie budź jej! możesz sobie pieniądze zachować, już jej nie potrzebuję!
TAGLIAZONI. Come vuole. Grazie, signore, beh! —
(Wzrusza zrezygnowanie ramionami, mechanicznie siadając znowu do gry)
DYREKTOR. Siodłać, Wende! Szkapa ze stajni!
PIPPA (ukazuje się w drzwiach: zaspana, bojaźliwie przytulając się do futryny).
DYREKTOR (zobaczył ją, zaskoczony). Otóż i ona! — — Co? — idź spać, Pippa! — A może jeszcze zupełnie nie spała? — Chodź, zwilż sobie usteczka, masz tu coś.
PIPPA (idzie posłusznie do stołu i bierze kieliszek szampana).
DYREKTOR (przytrzymując zgrabny kieliszek, którym pił). Smukła roślinka! Także Wenecyanka! — Cóż smakuje ci mała? —
PIPPA. Dziękuję, słodkie!
DYREKTOR. Chcesz wrócić się spać?
PIPPA. Nie.
DYREKTOR. Zimno ci?
PIPPA. Tu najczęściej.
DYREKTOR. Zapalcież przecie! Swoją drogą nie dziwię się zresztą, że marzniesz, ty delikatny, śliczny powojku! Chodź, siadaj i otul się moim płaszczem! Zrodziłaś się przecie w piecu hutniczym: tak mi się bowiem wczoraj właśnie śniło.