Strona:Gabrjela Zapolska-Antysemitnik.pdf/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dział, dlaczego on jest tu i gdzie idzie tak po oślizgłym trotuarze, na który biją snopy światła ze sklepów.
I znów w oświetleniu okna Rajala dostrzegł twarz tej samej dziewczyny, która zachichotała raz jeszcze, zwrócona ku niemu. Wydała mu się teraz bardzo daleka, choć suknia jej ocierała się o jego odzież. Nie miał siły ani chęci usunięcia jej ze swej drogi końcem parasola, tak jak to uczynił poprzednio. Bezmyślnie wpatrzył się w tę jasną maskę, okoloną rozwichrzonemi, żółtemi włosami. Maska ta miała wyraz idjotycznej rezygnacji, a rozszerzone jamy oczne ciemniały, jak dwie plamy dziwaczne i tajemnicze...
Szatkiewicz szedł poza tą twarzą żyjącej kobiety, nie zdając sobie sprawy z tego, iż ten szmat ciała jest cząstką całości żywej, ciepłej i istniejącej. Ciemne plamy oczu zdawały się go hypnotyzować. Lecz nagle cała maska znikła w ciemnicy, a natomiast wystąpiła czarna sylwetka, która się cofała w głąb.
Dziewczyna wchodziła w przecznicę i roztapiała się w czerni.
Szatkiewicz nagle ocknął się i mimo woli nerwowo rzucił się w przeciwną stronę. Silnym ruchem utorował sobie drogę wśród milczących tłum ów i znalazł się na flizach prowadzących do