Skończyło się wszystko!
I nagle poczuł głód i pragnienie, i zrozumiał, ile ofiar ponosił dla tej bezmyślnej lalki, która teraz głośnym śmiechem opowiada coś swoim koleżankom. Mówi pewnie o nim, dlatego jest tak wesołą. Mój Boże! ona się śmieje, a jego serce boli, tak boli!
I po przedstawieniu uciekł z miasta za rogatkę, pragnął się rozerwać, zapomnieć o doznanem cierpieniu.
Napróżno! Tu, w tym ogródku, na skrzydłach piosenki Schuberta spływa doń ciągle wspomnienie tej drobnej twarzyczki, która nim wzgardziła, — nawet koniak nie pomaga!
Cóż to? przecież matula mówiła, że na dnie kieliszka zapomnienie wszelkiej zgryzoty. Dlaczegoż on zapomnieć swego bólu nie może? pocóż te łzy, które go palą więcej od koniaku? Cóż to za rana, na którą niema lekarstwa? To ta wiolonczela tak się skarży żałośnie i niepoczciwa szarpie jego serce znękane, lub może wypił zamało?...
— Hej! kelner! koniaku! tylko duży kieliszek, niedołęgo!
∗
∗ ∗ |
Tak! stanowczo trzeba zapomnieć o niej. Nie chciała... cóż dziwnego? powiedziała, że „dęta!“ Tak! ale on przez tyle dni nie jadł, nie spał, tylko