wiolonczela skarży się drżącym, niskim głosem. Nawet akacja przestała szemrać i zasłuchana prostuje delikatne gałązki.
Nagle wśród tej ciszy rozlega się głos zachrypły, sforsowany, łamiący się w szept przyciszony:
— Kelner, koniaku! tylko duży kieliszek, niedołęgo!
∗
∗ ∗ |
Dziś były jej imieniny. Cóż dziwnego, że całem jego usiłowaniem było zrobić przyjemność ubóstwianej dziewczynie. Wiedział, co stanowiło jej słabą stronę. Lubiła błyskotki, a żółty połysk złota zapalał w jej oczach fosforyczne blaski. Marzeniem jej było złote porte-bonheure, takie, jakie widziała na ręku aktorki, grającej „wielkie kokietki“. Ach! mieć taką bransoletkę i potem umrzeć — mawiała nieraz, oparłszy swą główkę o kulisę. On słuchał tego głosu, drżącego od pragnienia błyskotki, i zapragnął zadowolnić jej żądanie. Bądź co bądź, zbierze potrzebną sumę i kupi u Völkera złotą opaskę z gładką kulką, zawieszoną na cienkim łańcuszku. Cacko to kosztuje dużo, bardzo dużo — zapewne dwumiesięczną jego gażę, ale „dla niej“ on gotów na wszystko, — pracować będzie od świtu do nocy. I bierze pokreślone egzemplarze, przepisuje je