Przejdź do zawartości

Strona:Gabriela Zapolska - One.djvu/339

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

przywiązaną, pełną poświęcenia i łagodnego uśmiechu.
Nie pozwoliłby jej pozostać dłużej na scenie — zabrałby dla siebie ten skarb i ukrył go zazdrośnie przed okiem innych ludzi. Miałby ją tylko dla siebie, jej spojrzenie, jej ciemne kręcone włosy, szczebiot małych usteczek, jej białe ramiona, jej serce, jej myśl, jej pragnienie, jej tęsknotę — słowem ją całą dla siebie, wyłącznie dla siebie!... I myślał tak i pragnął do dziś; jeszcze przed półgodziną krył w swem sercu te rozkoszne marzenia. Teraz wszystko rozsypało się w popiół — zrozumiał, że się łudził napróżno, że cały ten gmach czarowny to smutna mogiła jego złudzeń, które na wieki pożegnać powinen.
Cały kieliszek, stojący przed nim, ciągnął go ku sobie. Ach! prawda — wszak jego matula tam, daleko na przedmieściu, zalewa zwykle robaka, a gdy ma zgryzotę, pije bez upamiętania...
I on tak zrobi — zapomni wtedy o wszystkiem, o swych zniszczonych nadziejach, o tem promiennem zjawisku, które w białej zasłonie oblubienicy wejść miało pod dach jego — zapomni o swej niedoli, nędzy, osamotnieniu... zapomni o Bogu, o ludziach i... o niej!
„Ständchen“ Schuberta płynie w dal ciemną, rzewne jak modlitwa sieroca, a w ogródku robi się coraz ciszej. Reszta rozmów milknie, a tylko