z pojazdu rzucony. Gdy pierwszy raz „jej“ drobna rączka spoczęła w jego dłoni, doznał nagle olśnienia, a oczy mu zaszły mgłą purpurową. Nie widział „jej“ kokieterji, żartów poza plecami, śmiechów i drwinek jej koleżanek — „ona“ była dlań tak jasnem, promiennem zjawiskiem, że miał ją za Anioła Stróża, który jego sam strzeże. Swem sercem niezkazitelnem mierzył wartość serca tej dziewczyny i duszę jej stroił we własne kształty, doskonaląc jej trywialną naturę i podnosząc w swej wyobraźni do najwyższej potęgi. W czasie antraktów wysuwał się ze swej budki i biegł ku garderobie chórzystek, aby dojrzeć choć w przelocie jej drobną, kstałtną postać i otrzymać jedno spojrzenie. Gdy łaskawie pozwoliła odprowadzić się do domu, febryczny dreszcz wstrząsał jego wątłą postacią, a zapadłe policzki płonęły chorobliwym rumieńcem. Nie chciał wszakże być jej kochankiem, w najśmielszych marzeniach nie myślał o tem nigdy — on pragnął uczynić ją żoną swoją i w długiej białej zasłonie wprowadzić do swej ubogiej izdebki. Wśród nieszczęść całego życia ta promienna a biała dziewczyna, wchodząca pod dach jego domu po to, aby pozostać do śmierci, zdawała mu się promieniem słonecznym, zesłanym wśród dnia chmurnego dla rozjaśnienia szarej nici oplatającej jego smutną dolę. O! tak, bezwątpienia, „ona“ mogła być jego żoną, wierną,
Strona:Gabriela Zapolska - One.djvu/338
Wygląd