Przejdź do zawartości

Strona:Gabriela Zapolska - Odwet Panny Maliczewskiej (Fragment).djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

PANNA MALICZEWSKA: Lubi pani sobole? ja do szaleństwa.
DAUMOWA: Lubię...
PANNA MALICZEWSKA: Czy pani nie lubi futer? Pamiętam, że swego czasu miała pani śliczne seelskiny. Ale teraz wyszły z mody. Raczej fantazyjne. Jaką pani ma kombinację? Ja w moim szale doszłam aż do rysiów z gronostajami.
DAUMOWA: Pani nie potrzebuje się liczyć. Teraz samo życie pochłania tyle...
(Michasiowa wnosi etolę sobolową — majątek).
PANNA MALICZEWSKA (ubierając się cicho — do Michasiowej): Buddhę przynieś, postaw w kącie, tam.
MICHASIOWA (cicho): Dobrze mu w kuchni.
PANNA MALICZEWSKA: Milczeć małpiszonie! (Michasiowa wychodzi — wraca do Daumowej, słodko): doskonała służąca. Wybornie ułożona.
DAUMOWA: Rzeczywiście, maniery ma dobre. Inteligentna.
PANNA MALICZEWSKA: O, bardzo! Osoba lepszego pochodzenia. Traktuję ją wyjątkowo. Ale my na naszem stanowisku musimy mieć służbę prima sorta.
DAUMOWA (przyglądając się sobolom Stefki): Ależ to cały majątek.
PANNA MALICZEWSKA: Jeśli się pani podobają, niech pani weźmie.
DAUMOWA: Co? skąd? ależ pani żartuje.
PANNA MALICZEWSKA: Nie. Pani ma takiego brzydkiego lisa. To dla pani. Ja nie rozumiem jak mąż pani...
DAUMOWA: Mąż mój nie zwraca na to uwagi.
PANNA MALICZEWSKA (swoim głosem): Skąpy? co?
DAUMOWA: Troszkę... och! ale wynagradza za to innemi zaletami:
PANNA MALICZEWSKA: Ciągle pani taka w nim zakochana?
DAUMOWA; Jakże mogłoby być inaczej... trzydzieści lat razem. O! to przywiązuje! Przytem on wyjątkowo wierny, oprócz mnie nie widzi innej kobiety.