Przejdź do zawartości

Strona:Gabriela Zapolska - Odwet Panny Maliczewskiej (Fragment).djvu/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

MICHASIOWA (wynosząc Buddhę): Ja go lepiej stąd wyniosę, bo i on się gotów bogato ożenić.
PANNA MALICZEWSKA (tarza się chwilę po skórach, wreszcie zrywa się, poprawia włosy, ustawia drobiazgi: anioła, jakąś figurkę, dzbaneczek z XVIII wieku, pas słucki przewiesza przez fotel): Tak!... niech się dziwi hołota!
MICHASIOWA (wraca): No, a co tam z tą kolacją? jakże? tu?
PANNA MALICZEWSKA: Tak! tak! tak!
MICHASIOWA: Czemu nie w jadalni? Taka morowa z mahoniu — dziś poczyściłam bronzy.
PANNA MALICZEWSKA: Jadalnię zobaczą, bo muszą przez nią przechodzić. Nakryte?
MICHASIOWA: Nakryte! (odsuwa wspaniały parawan i ukazuje się stół niewielki nakryty z profuzją srebra i kryształów).
PANNA MALICZEWSKA (zadowolona): Bycze! Wszystko moje! A gdzież patera na cukierki?
MICHASIOWA: Taże Stefka ją złamała jak ją panu dyrektorowi na głowę rzuciła.
PANNA MALICZEWSKA (śmiejąc się): Aha prawda! Ale ma twardą głowę. Patera się rozbiła, a jemu nic...
MICHASIOWA: No... wiadomo. Dyrektor teatru to musi mieć wytrzymały łeb.
PANNA MALICZEWSKA: Koniecznie trzeba patery. To się mało błyszczy (nagle). Idź ty do tych na górze, oni pewnie mają...
MICHASIOWA: Tak jak? ta przecież nie dalej jak wczoraj Stefka zakazała im grać na fortepianie, niby że się roli uczy. Ta Stefka z nimi wyprawia, że niech Bóg broni!
PANNA MALICZEWSKA: Takie tam burżuje, takie Dulskie to muszą respekt znać dla artystki? Connu? A zresztą da się im lożę na premjerę jaką, to dadzą nietylko paterę ale własne dusze.
MICHASIOWA: Może... (dzwonek).
PANNA MALICZEWSKA (patrzy na zegarek): Zanieś parawan! To ona!
MICHASIOWA: Ja dziś mam być za co?
PANNA MALICZEWSKA (prędko): Za pokojówkę grand