PANNA MALICZEWSKA: Dzie? do sypialni. Ho! ho! fintufliszki... ci dzisiejsi goście to delikatnie, honorowo w saloniku...
MICHASIOWA (zaciekawiona): A któż to będzie taki?
PANNA MALICZEWSKA (wyniośle): Rób Pirlipato swoje, nie pytaj o resztę. Taszcz tu Budasa.
MICHASIOWA: Mogłabyś też się inaczej ze mną obchodzić.
PANNA MALICZEWSKA: Może kiedyś... gdy staniesz się godną mego szacunku. Taszcz Budasa!
(Michasiowa wchodzi do jadalni. Maliczewska skacze między meblami, gwiżdżąc jak kos w klatce. Michasiowa wnosi czarne popiersie Buddhy piękne i wysokiej wartości).
MICHASIOWA: Oto jest ta czarna małpa.
PANNA MALICZEWSKA (śmiejąc się, przewraca się po skórach na szezlongu): Że czarna bestja to czarna... o! o! ty ukochany! (całuje Buddhę).
MICHASIOWA: Tfu! całować drewno...
PANNA MALICZEWSKA: Lepiej serdeńko niż żywego! lepiej! przynajmniej nie ukąsi za pocałunek, stuli mordę i już... A żywy za samo serce i potem taka rana, raneczka (tuli gorączkowo do siebie Buddhę). Ty mój przynajmniej, ty mój — tylko nas dwoje — na świecie (wpatrzona głucho przed siebie). Nas dwoje!
MICHASIOWA: Tak samo Stefka gadała do tego malarzyska, co tę czarną mordę do Stefki na imieniny przywlókł.
PANNA MALICZEWSKA: A widzisz! a gdzie on? Nacieszył się nią i także poszedł. Szlag by go trafił!...
MICHASIOWA: Ożenił się.
PANNA MALICZEWSKA (wściekła): Ta wiem, ta wiem...
MICHASIOWA: I ten mały Daum tyż się ożenił.
PANNA MALICZEWSKA (j. w.): Cicho!
MICHASIOWA (z ironją): Ja nic, tylko tak konstatuję, że Stefka to ma szczęście. Któren do nas chodził, to zaraz się ożenił.
PANNA MALICZEWSKA (rzucając Buddhą w stronę Michasiowej): Milczeć! Idź do djabła z takiem gadaniem. Ja mam i ich i ich żony w pięcie...
Strona:Gabriela Zapolska - Odwet Panny Maliczewskiej (Fragment).djvu/2
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.