Przejdź do zawartości

Strona:Gabriela Zapolska - Odwet Panny Maliczewskiej (Fragment).djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

znieść, aby on miał taki cichy, spokojny dom i aby taka jak pani kobieta, czciła go, kochała i szanowała.
DAUMOWA: Ale tem samem cierpię i ja. A przecież ja pani nie wyrządziłam żadnej krzywdy.
PANNA MALICZEWSKA: Na to względu mieć nie mogłam. On mi, jak dziki zwierz, zniszczył całe złudzenia mego życia. Ja nie mam młodości, ja przepadłam! ja zginęłam przez niego!.. przez niego!.. w samej młodości! jakie to straszne!
DAUMOWA: Stracić złudzenia na starość, to jeszcze straszniejsze...
PANNA MALICZEWSKA: Krócej pani cierpieć będziesz...
DAUMOWA (ze łzami): Ale za to straszniej...
PANNA MALICZEWSKA: Może (po chwili). Przepraszam panią.
DAUMOWA: To już mi nie pomoże! Żegnam panią!
(Wychodzi ze spuszczoną głową. Panna Maliczewska rzuca się na sofę i leży chwilę cicho, patrząc w sufit).
MICHASIOWA (wsuwa się): Niema nikogo? (padchodzi do Maliczewskiej). Co też Stefka za machinacje wyprawia?
PANNA MALICZEWSKA (z ciężkością podnosi głowę): Daj mi papierosa!
MICHASIOWA: Stefka ma dzisiaj czytaną próbę o szóstej. Wie Stefka?
PANNA MALICZEWSKA (gwałtownie): Wiem i nie pójdę, nie pójdę! Robię, co mi dogadza, co mi się podoba! Niech się zapadną ze swoją próbą! Daj cygaretkę!
MICHASIOWA (podaje papierosa): Dobrze... ale czego zaraz wrzeszczeć. To ordynarne... (po chwili). Czemu Stefka taka smutna i taka blada?
PANNA MALICZEWSKA: Bo mi to dogadza być taką!
(Odwraca się do ściany).
MICHASIOWA: A tam na schodach stoi znów ten chórzysta, którego wypędzili.
PANNA MALICZEWSKA: Niech się wynosi.
MICHASIOWA: Piętnaście razy był... list napisał.
PANNA MALICZEWSKA: Do kogo?