PANNA MALICZEWSKA (z gestem wytwornym, zapraszającym): Monsieur!...
DAUM: Cóż za przepych! aż olśniewa!
PANNA MALICZEWSKA: Cóż znowu! zwykła codzienna przyjacielska przekąska (do Michasiowej) możesz odejść!
(Michasiowa wzruszając ramionami, odchodzi).
PANNA MALICZEWSKA: Zaczniemy od... sardynek. — Ah Dieu! co się ich nałykałam w dawnych czasach... Ością mi w gardle siadły. Tania to przystawka i wydatna...
DAUM (pijąc koniak): Hi! hi! hi!... ciągłe przygryzki, ale żeś nerwowa to ci przebaczam...
PANNA MALICZEWSKA: Jakiś łaskawy!
DAUM: W rączkę podumam! w rączkę (całuje) i dalej w ramię, w szyjkę, w szyjuchnę...
PANNA MALICZEWSKA: Dosyć!...
DAUM: Mam prawa...
PANNA MALICZEWSKA: Ty? prawa? (gniecie w ręku kieliszek, — uspakaja się). To nic... nic... nerwowe! Ale wiesz co — ażeby przypomnieć sobie dawne dobre czasy, trzeba nam tu jeszcze kogoś trzeciego.
DAUM (śmiejąc się): Może Bogucki?
PANNA MALICZEWSKA: Może!
DAUM: To będzie świetne.
PANNA MALICZEWSKA: Ale to ma być niespodzianka. Ty nie możesz widzieć tej osoby aż siądzie tu naprzeciw ciebie. Dlatego (słodko) niech on pozwoli tak po dawnemu — czemu nie zdjął tużurka jak lubił? (zdejmuje mu z pieszczotami tużurek). A teraz ja mu oczka zawiążę, ażeby nie widział (zawiązuje mu serwetą oczy, pozwalając się całować w rękę, zasuwa parawan od lewej). Niech tu siedzi a zaraz będzie śliczna cacana niespodzianka.
DAUM (słodko): Stefula!...
(Panna Maliczewska biegnie do sypialni i wyprowadza Daumową olśnioną blaskiem elektryczności i świec).
PANNA MALICZEWSKA (ciągnąc Daumową w stronę
- ↑
Niespójna numeracja scen.