PANNA MALICZEWSKA: Za długo byłeś moim wrogiem, ażebyś mógł być teraz moim przyjacielem.
DAUM: Kiedy byłem ci wrogiem, Stefulu? Ja cię przecież kochałem całe trzy lata...
PANNA MALICZEWSKA: Właśnie wtedy byłeś mi największym wrogiem.
DAUM: Nigdy!
PANNA MALICZEWSKA: A przynajmniej ja byłam twoim wrogiem. Tak! Tak!...
(Dzwoni 2 razy — zjawia się Michasiowa).
MICHASIOWA: Jezus Marja! Pan Daum!
DAUM: Poczciwa Michasiowa poznała mnie. Nie bardzo się zmieniłem — co?
MICHASIOWA: No... w pana wieku to już się niewiele można zmienić.
PANNA MALICZEWSKA: Zawieście Wersal na kołku i — aranżujmy przyjacielską przekąskę...
MICHASIOWA (cicho do Maliczewskiej): Patery nie chcieli pożyczyć... powiedzieli: najprzód loża — potem patera.
PANNA MALICZEWSKA: Mniejsza! (pozapalaj świece na stoliku — do Dauma): Nie kazałam nakrywać w jadalni tylko tu — będzie bardziej swojsko.
DAUM: Jak za dawnych czasów. Widziałem twoją jadalnię, wspaniała. Kontent jestem, że wiem gdzie jadasz.
PANNA MALICZEWSKA: Łatwo się cieszysz — lata całe nie wiedziałeś co jadam!...
DAUM: Jesteś trochę ucinkowa...
PANNA MALICZEWSKA (histerycznie): Bo mi wszystko teraz wolno! wszystko wolno! wszystko! a wy słuchać musicie.
DAUM: Dobrze! dobrze!... tylko czego się unosisz.
PANNA MALICZEWSKA: Jestem dziś nerwowa i djabli mnie biorą.
(Michasiowa odstawia parawan, ukazuje się wspaniale nakryty stół zimną przekąską, butelkami, kwiatami, kryształami, srebrem).
MICHASIOWA: Proszę!
Strona:Gabriela Zapolska - Odwet Panny Maliczewskiej (Fragment).djvu/11
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.