Ta strona została uwierzytelniona.
GABRJELA ZAPOLSKA.
Odwet Panny Maliczewskiej.[1]
(Fragment).
AKT II.
SCENA 10.
Mieszkanie panny Maliczewskiej. Salon — wspaniałe nagromadzenie świecących lekkich i ciężkich bankierskich sprzętów. Żardinierki złocone. W nich schną chude, wybujałe bez starań palmy. Na ścianach kilka wartościowych płócien i jakieś bohomazy bezecne kłócą się ze sobą. Nawet gipsowa maska i odlew piersi kobiecych na tle wspaniałej wschodniej makaty. Nieodłączny szezlong okryty masą skór, na podłodze brudny trochę biały niedźwiedź. Bujający fotel konieczny celem pokazywania jedwabnych pończoch. Na prawo wejście do jadalni — na lewo do sypialni Stefki. Zmierzch.
PANNA MALICZEWSKA (przystrojona w lekki bardzo peniuar, fruwający dookoła niej na wzór skrzydeł motylich, wypada z jadalni krzycząc na Michasiową): Dalej Pałubo! śpiesz się... taszcz antyki!
MICHASIOWA (odziana w jakąś nieboszczkę matinkę Stefki, rozdartą, z pękami zawiędłych wstążek): Co za antyki?
PANNA MALICZEWSKA: Buddhę, barokowego anioła i tę umywalnię z inkrustacją z sypialni.
MICHASIOWA: Ta do czego to? jak zechce Stefka gościom antyki pokazać, no to przecie może zaprowadzić...
- ↑ Utalentowana autorka użyczyła nam łaskawie tego fragmentu z nowej swej sztuki, którą obecnie wykończa. Przyp. Red.