Strona:Głodne kamienie.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


buchała nagle płaczem, pozornie bez najmniejszego powodu.
Nareszcie zauważył, że oboje przesiadujecie dość często na dachu i że ty zaniedbujesz nawet szkołę, aby tylko móc w południe siedzieć z książką w ręku na dachu: do tego stopnia nagle przypadło ci do smaku samotne studjum. Bipradas przyszedł do mnie, aby się mnie poradzić, i opowiedział mi o wszystkiem.
— Wujaszku! — powiedziałem mu — Od dawna już nosisz się z zamiarem zrobienia pielgrzymki do Benares. Zróbże to teraz, a dziewczynę pozostaw pod moją opieką. Już ja się nią zajmę.
Pojechał. Umieściłem dziewczynę w domu Sripati Czatterdżi’ego i podałem go za jej ojca. Co się stało, wiesz sam. Stanowi to dla mnie niemałą ulgę, że mogłem ci wszystko od początku opowiedzieć. Brzmi to jak jakiś romans, nieprawda? Myślę napisać o tem książkę i wydrukować ją, ale cóż, nie mam zdolności literackich. Mój siostrzeniec podobno nie jest pod tym względem bez zdolności, postaram się, może on mnie wyręczy. Najlepiej jednak byłoby, gdybyś ty zrobił to do spółki z nim, bo ja nie wiem tak dokładnie, jak się to wszystko skończyło.
Hemanta, nie słuchając już ostatnich uwag Peari Sankara, zapytał: