Strona:Głodne kamienie.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


szwagierek, zwłaszcza, że najstarsza była faktycznie bardzo piękna. Siła słodyczy jej miodu nie była mniejsza od goryczy, zaś ona karmiła zwykle Nabendu tak jednem jak i drugiem. Ćma mimo osmalenia skrzydeł w ślepem opętaniu trzepoce się wciąż dokoła światła, niezdolna do oderwania się od niego.
Towarzystwo szwagierek wywarło na Nabendu taki wpływ, iż po pewnym czasie zaczął zaprzeczać swemu ubieganiu się o względy Anglików. Wychodząc, aby złożyć uszanowanie gubernatorowi, mówił, że idzie wysłuchać mowy Surendtranatha Banerdżi. Idąc na kolej, aby wziąć udział w uroczystem powitaniu wice-gubernatora, powracającego z Dardżiling, opowiedział szwagierkom, iż idzie naprzeciw swego najmłodszego wuja.
Ciężka to była rzecz dla tego nieszczęsnego człowieka stać tak w krzyżowym ogniu swych Sahibów i szwagierek. Szwagierki jednak przysięgły sobie potajemnie nie spocząć, dopóki Sahibów nie wyprą.
Jakoś w tym czasie rozeszła się wieść, że nazwisko Nabendu ma się znaleźć na najbliższej liście odznaczeń z okazji urodzin królewskich i że on jako Ray-Bahadur stanie na pierwszym stopniu tej prowadzącej do raju drabiny. Biedak nie miał odwagi podzielić się ze szwagierkami tą wesołą nowiną. Ale wreszcie pewnego wieczoru, gdy księżyc jesienny zalewał ziemię swem zgubnem światłem,