Strona:Głodne kamienie.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



Jak nas pouczają nowoczesne nauki przyrodnicze, żadna energja nie idzie na marne, lecz zmienia tylko swój kształt i kierunek. Tak też i siła salaamów Purnendy, niezawodna pomocnica zmiennej bogini szczęścia, spłynęła z bark ojca na barki jego godnego syna i młodzieńcza głowa Nabendu Szekhara zaczęła się kiwać przed drzwiami wysoko postawionych Anglików, jak wiatrem poruszana dynia.
Tradycje rodziny, do której się przyżenił, były zgoła odmienne. Najstarszy syn Pramathanath zdobył miłość całej swej rodziny i szacunek wszystkich, którzy go znali. Tak krewni jak i sąsiedzi uważali go pod każdym względem za wzór.
Pramathanath posiadał nie tylko uniwersyteckie wykształcenie, ale także zdrowy ludzki rozsądek. A mimo to nie posiadał ani wysokiego urzędu, ani znaczniejszych dochodów. Żadna wpływowa osobistość nie pomagała mu do wybicia się, bo Anglikom on schodził z drogi tak samo jak i oni jemu. Skutkiem tego cnoty jego lśniły tylko w kole jego rodziny i przyjaciół, nie wzbudzając zresztą poza tym zakresem żadnego podziwu.
A przecie tenże sam Pramathanath spędził swego czasu trzy lata w Anglji. Życzliwe przyjęcie, jakiego tam doznał, tak go chwyciło za serce, że zapomniał o cierpieniach i upokorzeniach swej ojczyzny i powrócił do kraju w kostjumie europejskim. Rodzinie jego sprawiało to z początku przykrość, po kilku