Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzieł, odmierza i waży. Karma podsumowuje wszystko, co „Przeklęty“ zasiał wśród ludzkości, a więc: głód, choroby, ruinę, śmierć cywilizacji, sławy, honoru, ducha, śmierć państw i ludów... Widzę, widzę już tę grozę, tę ponurą, szaloną zagładę świata i ludzi...
Drzwi jurty nagle się rozwarły i w progu ukazał się sztywnie wyprostowany adjutant barona.
— Czego chcesz? — gniewnie krzyknął Ungern.
— Ekscelencjo! Nasz wysunięty na północ patrol schwytał sześciu wywiadowców bolszewickich w pobliżu granicy i przyprowadził ich do sztabu...
Baron zerwał się z posłania. Oczy jego miotały pioruny, a twarz drgała konwulsyjnie.
— Postawić jeńców przed moją jurtą! — rozkazał cichym, syczącym głosem. — Idź...
W tej chwili baron nie pamiętał o niczem: uduchowiona, natchniona mowa, przenikający do serca głos — wszystko utonęło w bezmiernym gniewie, który, jak wicher, szalał w jego sercu.
Ungern nacisnął czapkę na głowę, schwycił swój nieodstępny „taszur“ i wypadł z jurty. Wyszedłem za nim. Przed jurtą stali jeńcy, otoczeni przez uzbrojonych kozaków, zziajanych daleką i szybką jazdą.