Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zaciekawiony tym nieoczekiwanym wybuchem szczerości.
Po paru minutach baron ciągnął dalej:
— Wszystko już obmyśliłem i przyrzekam odstawić całą grupę pana do punktu, skąd wam łatwo będzie dotrzeć do celu, lecz niech mi pan przyrzeknie również, że będę mógł uważać go za swego gościa w ciągu tych dziewięciu dni! Niech dni te będą moim wypoczynkiem i zapomnieniem wszystkiego!...
Cóż mogłem na to odpowiedzieć? W głosie barona wyczuwałem, obok namiętnej prośby, odcień głęboko ukrytej wewnętrznej męki i jakiejś tajemnicy. Zresztą byłem przecież w jego rękach i bez pomocy tego człowieka nie mogłem ruszyć dalej, ani też wywieźć swoich towarzyszy niedoli...
Przyjąłem więc zaproszenie „krwawego barona“.
Ungern mocno, z wdzięcznością uścisnął moją dłoń i kazał podać herbaty.