Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/86

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kim grzebieniem. Lamowie stąpali poważnie, rozmawiali prawie szeptem, przebierali różańce i wróżyli żądnym przepowiedni.
Nie było to jednak celem ich całodziennych przechadzek. Lamowie wyszukiwali bogatych klientów, którzy przybyli do Urgi z dalekich „choszunów“, a nawet z poza granic Hałhi po przepowiednie, wróżby i leki, słynne w tem mieście 60.000 lamów, posiadającem 30.000 posągów Buddhy. Prócz tego do stolicy „Żywego Boga“ przybyli w owym czasie książęta chińskiej Mongolji Wewnętrznej, którzy natychmiast zostali otoczeni niewidzialną siecią szpiegostwa i dozoru ze strony obserwujących ich lamów.
Ponad domami w dzielnicy handlowej powiewały różnobarwne flagi: chińskie, rosyjskie, angielskie, mongolskie, trochę zaś na uboczu — gwiaździsta flaga Ameryki. Nad jurtami Mongołów, niby barwne motyle, trzepotały w powietrzu różnokolorowe proporczyki jaskrawe, trójkątnej lub kwadratowej formy, długie w kształcie wstęg, krótkie i okrągłe. Były to znaki książąt i rodzin prywatnych, lub chorągwie żałobne nad jurtami ciężko chorych, umierających, albo umarłych na ospę lub trąd...
Wszystko to razem wyglądało, jak pstra plama, ruchoma, oblana jaskrawem słońcem