Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z jakiemiś tajnemi zleceniami od wyższego jeszcze „boga“ z lamaickiej Mekki — Lhassy, usiadłszy na ziemi, wybierał posążki Buddhy, wyrznięte z czarnego, lub żółtego agatu i przedstawiające Buddhę w kwiecie lotosu z wielkiej świątyni w Urdze. W innem znowu miejscu duży tłum Mongołów i Burjatów otoczył kupca chińskiego, sprzedającego prześliczne tabakierki ze szkła, kryształu, porcelany, ametystu, chryzoprazu, agatu i nefrytu. Były to przecudowne, drogocenne wyroby chińskich, cierpliwych rzeźbiarzy. Za jedną tabakierkę z zielonkawo-mlecznego nefrytu, przeciętego siatką brunatnych żyłek, Chińczyk żądał dziesięć młodych byków, wskazując z zapałem i artystycznym zachwytem płaskorzeźbę, przedstawiającą misternie wykonanego smoka, który otoczył zwojami swego ogona tłum kąpiących się dziewcząt.
Wszędzie można było dojrzeć Burjatów, w czerwonych chałatach jedwabnych i w malutkich czerwonych myckach na dużych, okrągłych głowach, Tatarów w czarnych kożuchach baranich i w aksamitnych „tiubetejkach“.
Ogólne tło jednak stanowili lamowie.
Wałęsali się wszędzie całemi gromadami, ubrani w płaszcze karmazynowe, lub żółte, malowniczo zarzucone przez jedno ramię, w przeróżnych czapkach przypominających grzyby, kołpak frigijski lub też hełm grecki z wyso-