Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przebyłem znaczną część zachodniego szlaku dżengizowego, zawsze odnajdując go przy pomocy starych mogił, lub zuchwale piętrzących się kurhanów krwawego wodza. Szedłem też wschodnim szlakiem wielkiego zdobywcy, szlakiem, który prowadzi do Chin.
Wyjechawszy z Uliasutaju, pewnego wieczora zatrzymałem się ze swymi towarzyszami na nocleg w Dżargałantu. Stary arendarz „urtonu“, który już znał mnie z mojej podróży do Narabanczi-Kure, przyjął nas bardzo gościnnie i przy kolacji zabawiał rozmową. Wyprowadził mię z jurty i pokazał mi górę, oblaną światłem księżyca, opowiadając, że Dżengiz-Chan, zanim został władcą całej Środkowej i Wschodniej Azji, wykonywując wolę bogów, posuwał się na wschód i tu, zachwycony ponurą, lecz malowniczą miejscowością i doskonałemi pastwiskami, rozkazał wznieść gród warowny. Przebywał tu jednak niedługo i pociągnął dalej. Miasto to opustoszało, gdyż Mongołowie, dla których step jest domem, miasto zaś zajazdem lub więzieniem, mieszkać w nich nie lubią i nie mogą. Kilkakrotnie gród był świadkiem bojów pomiędzy Chińczykami i hordami potomków Dżengiza. Później o nim zapomniano, i teraz pozostała tylko jedna rozsypująca się w gruzy baszta, z której niegdyś staczano na głowy napastników ciężkie ka-