Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cztery dni, a już cała grupa znajomych mi ludzi rozstała się z życiem.
A teraz, zgodnie z przepowiednią, pozostawało straszliwe uczucie stojącej poza mną śmierci...
Skąd ma ona przyjść?
Pomimo, że nie jestem zabobonny, myślałem jednak o wróżbie urtońskiego dozorcy, czytającego z opalonej w ogniu łopatki barana...
Tegoż wieczora otrzymaliśmy wiadomość, że za dwa dni baron ma przybyć do sztabu.
W pośpiechu szalonym inż. Wojciechowicz, Polak, budował na rzece Orchon most dla oddziałów, które miały iść z Urgi do Wana, i dla przejazdu samochodu barona. Gdym oglądał ten most, zauważyłem, iż klasztor Wan-Kure ma formę trójkąta i położony jest na dużym półwyspie trójkątnym, uformowanym przez rzekę Orchon i jej dopływ.
Znowu przypomniały mi się słowa wróżbiarza o dwóch trójkątach.
A więc tu muszę zwalczyć śmierć?
Coprawda, wiedziałem już, że o nią nie jest trudno...
Nazajutrz do Wan-Kure wpadł olbrzymi „Fiat“ barona Ungern von Sternberga, naczelnika konnej dywizji azjatyckiej, honorowego chana mongolskiego, głównodowodzącego, czyli „dziań-dziunia“ armji „Żywego Buddhy“ i oswobodziciela Mongolji.