Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy wychodził, pośpieszyłem za nim, aby rozmówić się co do Geja.
Riezuchin spokojnie i uważnie wysłuchał opowiadania o moich przejściach w Khathyle, gdzie taką wybitną rolę odgrywał Gej, i rzekł swym cichym głosem:
— Gej był ajentem bolszewików, udawał „białego“ żeby lepiej prowadzić wywiad. Baron posiada świeżo pochwycone listy Geja, które nie pozostawiają ani cienia wątpliwości co do jego zdradzieckiej roboty.
Umilkł i po chwili dodał:
— Jesteśmy otoczeni wrogami! Lud rosyjski doszczętu zgnił i za cenę złota jest zdolny do wszelakiej zdrady i ohydy. Tak jest i z Gejem... Zresztą niewarto o nim wspominać, gdyż został już stracony wraz z całą rodziną. Dziś rano moi ludzie zarąbali wszystkich w pobliżu klasztoru...
Z przerażeniem podniosłem oczy na tego eleganckiego oficera o takim pieszczotliwym głosie i miękkich ruchach. W jego źrenicach zobaczyłem całą otchłań nienawiści i stanowczości. Odrazu zrozumiałem i nadmiar szacunku ze strony Kazagrandiego, i paniczny strach, który się malował na twarzach salutujących mu oficerów i szeregowców.
Spełniła się więc w części przepowiednia starego Mongoła z urtonu, gdyż nie upłynęły