Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie wchodząc w ocenę poszczególnych jednostek, skreśliłem w przybliżeniu obraz życia i zdarzeń, które wstrząsnęły nieszczęśliwem miastem.
Z uwag Bezrodnowa zrozumiałem, komu w Uliasutaju grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, i byłem zdumiony bogactwem szczegółów, które posiadał kapitan, a także dobremi informacjami, dotyczącemi grupy Poletiki i pułkowników Filipowych, co zupełnie potwierdziło moje co do nich podejrzenia.
Po skończonej rozmowie Bezrodnow wstał i, wyciągając do mnie dłoń, rzekł:
— Bardzo mi się podobała duma pańska, gdy pan odmówił nam oddania broni. Zechciej pan przyjąć ode mnie ten upominek i jeszcze raz wybaczyć przykrą zwłokę w jego podróży.
To mówiąc, podał mi doskonały pistolet Mauzera ze srebrną rękojeścią i, grzecznie uśmiechając się, oznajmił, że bryczka i świeże konie czekają na mnie.
W kilka minut później jechałem już z Dzaina, mając w kieszeni przepustkę kapitana na wypadek spotkania się z jego patrolami, które miały rozkaz zatrzymania wszystkich jadących i odstawiania ich do sztabu oddziału.