Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tem bardziej więc nie mogę oddać panom broni — spokojnie już ciągnąłem dalej — gdyż przewiozłem ją przez kordony bolszewickie, walczyłem nią, a teraz mam być rozbrojony przez takich samych, jak ja, wrogów bolszewizmu? Nie mogę pogodzić się z tą myślą, panowie!
Oficerowie spoglądali na siebie ze zdumieniem i zakłopotaniem.
Zrozumiałem, że mój protest nie pomoże, i, skorzystawszy z ich chwilowego zmieszania, cisnąłem nagle mój karabin i rewolwer do potoku.
Bezrodnow aż zzieleniał ze złości.
— Oswobodziłem siebie i was od hańby — rzekłem.
Bezrodnow gwałtownie zawrócił konia i odjechał. Cały oddział zaczął posuwać się za nim; tylko dwóch ostatnich jeźdźców stanęło za moją bryczką i kazali ułaczenom ruszać za oddziałem.
A więc byłem aresztowany!...
Jeden z konwojujących mnie ludzi był Rosjaninem. Pamiętam tego nicponia.
Nazywał się Bogdanow, a twierdził, że był studentem politechniki piotrogrodzkiej.
Dowiedziałem się od niego, że oddział kieruje się do Uliasutaju dla „zaprowadzenia tam ładu“, i w tym celu Bezrodnow ma w kieszeni