Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


berga pod dowództwem rotmistrza Wandałowa, je zaś towarzyszę mu, jako sędzia wojenny. Jestem kapitan Bezrodnow.
Przy tych słowach nagle roześmiał się głośno. Jego zuchwała, zwierzęca twarz wydała mi się dziwnie wstrętna. Ukłoniwszy się, wymieniłem swoje nazwisko i kazałem ułaczenom ruszać.
— Przepraszam! — zawołał kapitan i znowu zagrodził nam drogę. — Nie mogę puścić pana dalej. Mam z panem bardzo dużo do pomówienia w ważnej sprawie. Jestem zmuszony zawrócić pana do Dzain-Szabi.
Protestowałem, pokazując pismo pułkownika Kazagrandi, lecz oficer przerwał mi zimnym głosem:
— Pisać listy to rzecz Kazagrandiego, a zmusić pana do powrotu do Dzaina jest moją sprawą. Proszę teraz oddać mi broń!
Uczynić tego nie chciałem nawet w razie, gdyby mi groziło niebezpieczeństwo.
— Niech mi pan powie szczerze — rzekłem z oburzeniem — czy to jest oddział, walczący z bolszewikami, czy, co jest pewniejsze — czerwona banda?
— Upewniam pana — rzekł, podjeżdżając, drugi oficer, Burjat Wandałow — że jest to oddział z dywizji generała barona Ungerna. Już blisko trzy lata walczymy z sowietami.