Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stworzenia. Gaz trzyma się grubą warstwą nad ziemią, lecz jeździec, na szczęście, ma głowę ponad tą atmosferą, tającą w sobie śmierć.
Niezawodnie tu, na tej górze, w przybytku złego demona, mamy to samo zjawisko.
Jakże dobrze zrozumiałem teraz mistyczny strach Mongołów i groźny urok tego miejsca dla olbrzymich potomków Dżengiz-Chana!
Głowy ich są zawsze ponad trującą warstwą gazu, i na swych dużych, pięknych wierzchowcach mogą oni z łatwością dotrzeć do szczytów góry tajemniczej i groźnej!
Nawet geologicznie daje się potwierdzić to mniemanie. Do Erdeni zbliża się południowo-zachodni koniec obwodu, obfitego w węgiel. Węgiel zaś jest właśnie źródłem gazów: kwasu węglowego i metanu.
Zły demon doskonale skorzystał z tego naturalnego laboratorjum chemicznego, dopomagając planom politycznym sławnych Dżengizydów.
O kilkanaście kilometrów na zachód od Karakorumu, na obszarach, należących do księcia Dobczin-Dżamco, leży małe jeziorko, które czasami pali się czerwonym, dymiącym płomieniem, strasząc Mongołów i tabuny końskie.
Jezioro, naturalnie, jest owiane legendą.
Niegdyś spadł tu z nieba płonący kamień i głęboko wbił się w pierś stepu. Od czasu do