Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i cudownych przepowiedni dla siebie, otoczeni ubóstwieniem, niewolniczą pokorą, lub naprzemian — zdradą i nienawiścią.
Gdzież mieli szukać spotkania się z bogami, z dobremi i złemi duchami? Naturalnie tylko tam, gdzie bogowie i duchy przebywają, a siedliskiem ich pozostaje od wieków cała okolica Erdeni i Dzaina.
— Na taki szczyt zdoła wejść tylko ten, kto jest zrodzony z potomków Dżengiza — powiedział mi w pewnej chwili Pandita, wskazując ręką górę, porosłą bujną trawą i gęstemi krzakami. — Już w połowie góry brak tchu, i każdy śmiałek, który odważy się iść dalej, umiera. Przed paru laty Mongołowie otoczyli zgraję wilków, które, przedarłszy się, pomknęły na schyłek tej góry i padły, nie dobiegłszy szczytu. Tam, na tej górze leżą kości orłów i sępów, argali i lekkich, jak podmuch wiatru antylop-kabarg. Przebywa tam zły demon, czytający księgę losów ludzkości.
— Mam już odpowiedź! — zawołałem w duchu.
Widziałem na zachodnim Kaukazie, pomiędzy Suchum-Kale i Tuapse, górę, gdzie padały wilki, orły i sarny, a i człowiek zginąłby też niezawodnie, gdyby nie siedział na koniu. Na zboczach góry wydobywają się z ziemi suche źródła gazu węglowego, zabijające żywe