Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mocno i krótko uścisnął nam ręce, wyszedł z jurty, ale za chwilę powrócił i rzekł ponuro:
— Żegnam was na zawsze! Umrę straszną śmiercią, lecz, jak świat światem, ludzkość nie widziała takiego okrucieństwa, jakie ja pokażę, gdy wtargnę do Syberji ze swoją dywizją!
Drzwi się zamknęły.
Milczeliśmy, nie mogąc ochłonąć ze wzruszenia; ciężkie myśli tłoczyły się i wirowały w głowie.
— Czas już i na mnie! — powiedziałem, wstając. — Dziś przecież i ja odjeżdżam.
— Wiem o tem! — odparł Dżam-Bałon. — Baron pozostawił pana u mnie rozmyślnie. Dam panu jeszcze jednego pasażera do samochodu, mongolskiego ministra wojny, który dopomoże panu w drodze, pan zaś dowiezie go do jego koczowiska. Jest to dla pana niezbędne...
Burjat wymówił te słowa z takim naciskiem, że nie wypytywałem go nawet o szczegóły, ponieważ podczas 9-ciu dni pobytu w Urdze zdążyłem się już przyzwyczaić do tajemnic tego gniazda złych i dobrych duchów.