Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Niech pan weźmie który z tych posągów i obejrzy go! — zaproponował mi mój uprzejmy przewodnik.
Uczyniłem to i odrazu posłyszałem jakiś chrzęst i turkot wewnątrz posągu.
— Słyszy pan? — zapytał skarbnik, uśmiechając się chytrze. — To są drogie kamienie i kawałki złota. To „wnętrzności“ boga. Tu się kryje przyczyna dlaczego wy, Europejczycy, przy zdobywaniu — jak to było w 1900 roku w Chinach — miast buddyjskich i świątyń, przedewszystkiem zaczynacie burzyć nasze posągi, mówiąc, że nasi bogowie są wrogami waszych. Lecz przyczyna waszej nienawiści dla naszych bogów leży w chęci zagarnięcia wnętrzności posągów... W ten sposób bardzo wiele znakomitych, drogich kamieni wyszło na świat dzienny ze zmroku posągów, do których zasyłały modły narody Babałanu,[1] Chin i Indyj.

Długą amfiladę pokoi zajmuje książnica „boga“. Są tu ręcznie pisane foljały z różnych epok, we wszystkich podobno językach azjatyckich, na różnorodne tematy: religijne, filozoficzne, historyczne i magiczne. Widziałem rękopisy, rozsypujące się w proch. Żeby uratować je od ostatecznego zniszczenia, lamowie moczą je lepkim sokiem jakiejś rośliny tybetań-

  1. Babilonu.